Innowacyjny Start

logo małopolska innowacyjna

Ludzie

grafika przedstawia człowieka patrzącego przez lornetkę - w okularach lornetki widać znak Facebooka

Facebook w Kalifornii czy Google w Warszawie?

Czyli o tym jak zostać pracownikiem największych firm na świecie.

Rozmowa z Wojciechem Łopatą – programistą, absolwentem Informatyki Analitycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim. W latach 2014-2016 pracownik Facebook’a w Kalifornii, od 2017 pracownik Google’a w Warszawie.

Facebook czy Google to firmy doskonale znane w dzisiejszym świecie. Praktycznie każdego dnia korzystamy z narzędzi stworzonych przez te innowacyjne korporacje, jednak czy zastanawialiście się kiedyś jak jest po drugiej stronie? Kto stoi za tymi narzędziami? Jak to jest być pracownikiem Facebook’a lub Google’a?

Patryk Kowalkowski: W swoim dorobku zawodowym, mimo młodego wieku, ma Pan zarówno doświadczenie w takich firmach jak Google i Facebook. Jednak zacznijmy od początku, jak dostał się Pan na stażu do Facebook’a w USA?
Wojciech Łopata: Stało się to trochę przypadkiem. Nie zabiegałem o ofertę stażu w Facebook’u, szczerze mówiąc nie sądziłem, że coś takiego jest w ogóle w moim zasięgu. Gdy byłem na drugim roku studiów, kilkoro pracowników Facebook’a odwiedziło naszą uczelnię. Ze znajomymi postanowiliśmy pójść na ich prezentację, w dużej mierze zwabieni obietnicą otrzymania darmowej pizzy. Po prezentacji wszystkim uczestnikom zaproponowano udanie się do pracowni komputerowych i indywidualne rozwiązanie zadania, na które mieliśmy z tego co pamiętam 45 minut. Ci, którzy sobie z nim poradzą, mieli później dostać ofertę stażu. Po paru miesiącach skontaktowała się ze mną rekruterka Facebook’a i umówiła mnie na dwie rozmowy techniczne przez Skype. Poszły mi na tyle dobrze, że dostałem propozycję stażu, podobnie jak kilka innych osób z mojego roku.

Co było dla Pana największym zaskoczeniem na miejscu? Biuro, atmosfera czy może jeszcze co innego?
Chyba różnice kulturowe. Na przykład to, jak często zupełnie obce mi osoby nawiązywały ze mną rozmowę w sklepie, czy w autobusie. Albo entuzjastyczny sposób mówienia Amerykanów, którego musiałem się nauczyć, żeby nie sprawiać wrażenia „ponurego Polaka”.

Grafika przedstawia logo Google na budynku

Przez dwa lata był Pan na stażu letnim, dopiero za trzecim podejściem został Pan na dłużej. Co się wtedy zmieniło, że podjął Pan taką decyzję?
Po pierwszym stażu nie zaproponowano mi stałego zatrudnienia. Udało mi się natomiast wywalczyć kolejny letni staż. Dopiero po drugim stażu dostałem propozycję pracy na pełen etat. Postanowiłem przerwać studia i skorzystać z okazji.

Przeprowadzka do USA, zupełnie nowe środowisko, nowa praca. Co było największym wyzwaniem w pierwszych miesiącach?
Sporym wyzwaniem było nabranie swobody w komunikacji werbalnej. O ile bezpośrednie rozmowy w cztery oczy nie były problem, to początkowo dużą trudność sprawiało mi nadążanie w dyskusjach w większym gronie osób. Zwłaszcza w mniej formalnych sytuacjach takich jak wyjście na lunch, gdzie w tle panuje gwar, pada sporo frazeologizmów i niezrozumiałych popkulturowych odniesień, a kilka osób przekrzykuje się nawzajem.

W Facebook’u spędził Pan dwa lata i postanowił wrócić do Polski. Co wpłynęło na tę decyzję?
Praca w Facebook’u sprawiała mi dużo satysfakcji, ale zdecydowała kombinacja kilku czynników pozazawodowych. Zależało mi na kontaktach z rodziną i przyjaciółmi mieszkającymi w Polsce. Chciałem także dokończyć studia magisterskie, które przerwałem żeby wyjechać do Stanów. Ponadto otoczenie w którym mieszkałem było mało urozmaicone i powoli zaczynało mnie męczyć.

Po powrocie do Polski trafił Pan do Google. Nie chciał Pan przenieść się do polskiej siedziby Facebook’a? Czy może miał Pan potrzebę nowych wyzwań?
W czasie kiedy tam pracowałem, Facebook nie zatrudniał programistów w Polsce. Biuro warszawskie miało charakter biznesowy i wydaje mi się, że nadal tak jest. Rozważałem przeniesienie się do biura Facebook’a w Londynie, ale oferta pracy dla Google’a w Warszawie miała dwie zdecydowane zalety. Po pierwsze, pracę w Google’u mogłem zacząć ponad pół roku po zakończeniu pracy w Facebook’u, co dało mi wystarczająco dużo czasu na powrót na uczelnię i dokończenie studiów. Po drugie, Warszawa jest świetnie skomunikowana z Krakowem, do którego podróżuję praktycznie co weekend.

Jak Pan ocenia różnice pomiędzy Facebook i Google? Jeśli by miał Pan wymienić największe zalety jednej i drugiej firmy z perspektywy pracownika to co by to było?
Z punktu widzenia pracownika, więcej jest chyba podobieństw niż różnic. Podobne są proces rekrutacji, wymagania względem pracownika, udogodnienia, czy system wynagrodzeń. Google wydaje mi się bardziej hierarchiczny. Sporo decyzji zapada na szczeblu menadżerów bądź dyrektorów i spływa „z góry” na zespół deweloperów. Dużą wagę przykłada się do zaplanowania i udokumentowania projektów przed ich rozpoczęciem. W Facebook’u większość ustaleń miało mniej formalny charakter. Dla niektórych będzie to zaleta, dla innych wada. Sytuacja w dużej mierze zależy też od zespołu, w którym się pracuje w obrębie jednej z tych dwóch firm.

Dziś jako niespełna 30 latek ma Pan w swoim CV największe światowe marki. Jakie więc stawia sobie Pan cele na kolejne lata? Praca w Google, własna firma czy może jeszcze coś innego?
Nie mam ustalonego planu. Zarówno w Facebook’u jak i w Google’u pracowałem nad istniejącymi systemami i w dużej mierze korzystałem z narzędzi wewnętrznych dla tych dwóch firm. Myślę, że w przyszłości chciałbym pracować w mniejszej firmie, gdzie mógłbym nauczyć się, jak od zera budować systemy informatyczne w oparciu o bardziej powszechne technologie.

Jakie rady dałby Pan młodym ludziom, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy?
Koniec studiów był dla mnie momentem, w którym stosunkowo łatwo mogłem pozwolić sobie na wyjazd za granicę. W branży IT jest sporo zagranicznych firm, które chętnie zatrudnią lub przyjmą na staż absolwentów polskich uczelni i pokryją koszty związane z przeprowadzką. Tych, którzy mogą sobie na to pozwolić, zachęcałbym do poszukania takiej szansy, choćby dla samego doświadczenia mieszkania w innym kraju.

Dziękuję za rozmowę!